Rada – jeśli udajesz się z wizytą w okolice San Francisco (i nie jesteś posiadaczem telefonu Apple), to unikaj rozmów na temat smartfonów. Ocalisz swoje zdrowie psychiczne. Ja z moim Samsungiem Galaxy S6 Edge schowanym głęboko w kieszeni, czułem się jakbym wchodził do jaskini lwa. Postanowiłem jednak zaryzykować i na własne oczy przekonać się jak wygląda siedziba największego amerykańskiego producenta technologii.

Są na świecie dwa typy ludzi: ci którzy kochają i ci którzy nienawidzą Apple. Pierwsi z nich są fanatykami oddanymi każdemu urządzeniu zaprojektowanemu przez obecnie największą amerykańską firmę świata. Natomiast drudzy skupiają się na krytykowaniu kolejnych rozwiązań i pomysłów, sięgając przy tym po nawet najbardziej absurdalne argumenty. Oczywiście każdy z nich ma swoje racje, lecz ten niemalże symetryczny podział został już na trwale ustalony. W celu sprawdzenia argumentów i kontrargumentów, udaliśmy się się do Kalifornii by na własnej skórze doświadczyć powodów, dla których nadgryzione jabłko stało się synonimem lansu i prestiżu.


Siedziba Apple

Siedziba Apple/fot. Kamil Ormaniec


Cupertino – mekka wyznawców Apple

Apple ma wielki wpływ na okolicę. Przechadzając się szerokimi ulicami 50-tysięcznego miasta nieopodal zatoki San Francisco można odnieść wrażenie, że każdy element krajobrazu został zaprojektowany z myślą o jednym koncernie. Fitness Klub, pływalnia, a nawet liczne kawiarnie posiadają swoje własne „strefy użytkowników Apple”. Pedantyczne podejście do szczegółu dostrzegłem w najmniej spodziewanym momencie – korzystając z ubikacji. Okazuje się, że jedna z lokalnych restauracji McDonald’s ma bzika na punkcie pracowników Apple i specjalnie dla nich przygotowała strefę ciszy w szalecie… Obrazuje to czym tak naprawdę jest Apple dla Cupertino, jak i dla samych Amerykanów.  

Przekraczając progi siedziby Apple, da się wyczuć potęgę umysłów, jakie dzień w dzień kontynuują dzieło Steve Jobsa. Zespół budynków został nazwany Infinite Loop, w wolnym tłumaczeniu Nieskończona Pętla, co doskonale oddaje charakter tutejszej pracy.  Tu w końcu rodzą się pomysły, które natchną większość konkurencyjnych firm do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Już na wstępie wita mnie uśmiechnięty ochroniarz, który spogląda na przedmioty przeznaczone do depozytu. Wśród nich znajduje się największy wróg – telefon Samsung Galaxy S6 Edge. Nieskrywana konsternacja zaczyna malować się na twarzy zgromadzonych osób, ponieważ jako jedyny ośmieliłem się przyjechać do Cupertino i paradować z tego typu urządzeniem. Następnie spotykam tam jednego z pracowników, który najwyraźniej ma duże powody do zadowolenia. Zastanawiam się dlaczego, lecz po pewnym czasie odpowiedź sama się nasuwa. Większość osób, zatrudnionych w kwaterze głównej firmy, spełniło swoje marzenia. Według serwisu Business Insider, aż 70 procent pracowników Apple jest dumnych z pracy dla koncernu. Firma kolejny rok z rzędu znajduje się wśród najchętniej wybieranych pracodawców w Stanach Zjednoczonych. Jednak z drugiej strony dziecko Steve Jobsa jest niezwykle wymagające – jedynie 6 procent zatrudnionych określa swoje zadania jako „mało stresujące”.


Kampus Apple

Kampus Apple/fot. Kamil Ormaniec


Jako wierny posiadacz koreańskich telefonów, pod koniec wizyty postanowiłem ponownie skusić los i zapytać się o możliwości aparatu fotograficznego iPhone 7 jednego z członków załogi sklepu Apple Store, zlokalizowanego na terenie kampusu, tym samym wprawiając go w równie zauważalne zakłopotanie. Bardzo szybko poznałem wszystkie wady mojego wiernego kompana życia – nawet te, które zostały już dawno naprawione. Nie było żadnej możliwości kontrargumentacji, gdyż przeświadczenie o doskonałości iPhone’ów to prawdziwa religia w Cupertino.


Od pomysłu do iPhone’a

Wszystko zaczyna się od pomysłu. Po trzech latach prób i błędów, pierwszy iPhone zadebiutował 29 czerwca 2007 roku. Kolejki chętnych do zakupu bardzo innowacyjnego telefonu komórkowego mierzono w setkach metrów – i to pomimo astronomicznej ceny 599 dolarów za sztukę! Steve Jobs postanowił zainwestować znaczną część zarobionych pieniędzy w kolejne modele iPhone’a. Spadkobiercą tamtych decyzji jest ogromny dział projektowy, zlokalizowany w jednym z budynków kampusu Apple. Udając się do niego widzę paruset pracowników dzień w dzień projektujących coraz nowsze funkcje iOS – systemu operacyjnego, a zarazem duszy każdego iPhone’a. Pasję widać na każdym kroku: pedantyczne podejście do szczegółu (stojaki na książki to prawdziwy majstersztyk!), ogromna dyscyplina pracy oraz atmosfera odpowiedzialności za coś wielkiego. Stres można wyładować w pobliskich strefach socjalnych, gdzie znajdują się m.in. stół do ping-ponga i piłkarzyków oraz konsole do gier. Pracownicy z chęcią korzystają z tych udogodnień, jednak nawet w trakcie wypoczynku, głównym tematem jest praca, praca i jeszcze raz praca. Dla zupełnie obcego, pochodzącego z dalekiego kraju widza, sytuacja nie do pomyślenia – jak można dyskutować o nowych funkcjach telefonu, grając w piłkarzyki? Powiem więcej, niektóre osoby, takie jak sympatyczny manager jednego z działów, potrafią wyciągnąć swój aparat i… rozpocząć nim grę w ping-ponga, tym samym udowadniając mi, jak te przedmioty są wytrzymałe.


Kawiarnia Apple

Kawiarnia Apple/fot. Kamil Ormaniec


Kolejnym etapem (i kolejnym budynkiem) jest testowanie. Miejsce przypomina jeden wielki open-space: setki ludzi, wpatrujących się w monitor, skupionych i gotowych do odnalezienia najmniejszej nawet usterki podchodzi do swojego zadania równie ambitnie jak sam Steve Jobs. Trudno się dziwić. To, czego nie są w stanie wychwycić informatycy w dziale projektowym, musi zostać zauważone przez testerów. Jest to zarazem najbardziej stresujące zadanie w firmie – błąd w oprogramowaniu (lub samej konstrukcji urządzenia) może wpłynąć na przyszłe postrzeganie Apple oraz idące za tym wymierne straty finansowe. Zgodnie z logiką, to właśnie tutaj znajduje się najwięcej czaso-umilaczy, w postaci zajęć odstresowujących. Wszystko po to aby stworzyć tzw. model laboratoryjny, czyli taki, który podlega ostatecznej ocenie i końcowym poprawkom.

Większość procesu produkcyjnego – podobnie jak ma to miejsce w przypadku pozostałych producentów telefonów komórkowych – odbywa się w Chinach. Kraj Środka słynie z taniej siły roboczej, zorientowanej na maksymalną wydajność. Apple nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek wpadki, więc produkcja odbywa się pod pełnym nadzorem specjalnego działu, znajdującego się w Azji. Kto wie, może nasza redakcja skusi się na dalekowschodnią wyprawę, aby pokazać jak pracują tamtejsi pracownicy firmy?


Apple Store

Apple Store Cupertino/fot. Kamil Ormaniec


Naniesienie poprawek i akceptacja ostatecznego wyglądu urządzenia prowadzi do konferencji prasowej – długo wyczekiwanego spotkania z mediami, podczas którego ujawnione zostają szczegóły dotyczące nowej słuchawki. W tym momencie następuje zorientowanie firmy na akcje marketingowe, przeprowadzane we wszystkich mediach świata: internecie, telewizji, prasie i radiu. W przeciągu kolejnego miesiąca nowy model trafia do sprzedaży. Następuje powrót do pierwszej fazy projektowej i cały proces odbywa się od początku…


Nic nie może przecież wiecznie trwać…

Historia Steve Jobsa została już opowiedziana setki razy. Błyszczące smartfony są dziś wyznacznikami jakości dla pozostałych tuzów branży elektronicznej: Samsunga, HTC, Huaweia. Nie sposób złapać króliczka, lecz gonić go tak, aby napędzał całą machinę rozwoju. Od ponad dekady trwa nieustanny wyścig o miano najlepszego producenta telefonów komórkowych. Swoje lepsze (i gorsze) okresy zanotowały praktycznie wszystkie firmy. Nie sięgając zbyt daleko – najświeższa sprawa wybuchających Galaxy Note 7 od Samsunga. Nie inaczej jest z Apple. Znikający zasięg (z przekomiczną radą firmy o… konieczności specyficznego trzymania smartfona, w celu uzyskania najlepszej jakości połączenia), czy też odwieczne problemy z wyświetlaczami to jedynie wierzchołek góry lodowej. Każdy element procesu tworzenia smartfonów odgrywa kolosalną rolę. Ideą wiecznego marzyciela, jak zwykło się nazywać Steve Jobsa, było stworzenie firmy kompletnej, zdolnej do samodzielnego i całkowicie niezależnego tworzenia prawdziwych kamieni milowych – iPhone’ów.


Innowacyjność, nowoczesność…

Wiedza na temat znaczenia słowa „innowacyjność” ulotniła się z Apple w dniu śmierci Steve Jobsa. Projektant nowoczesności, jak zwykło się go nazywać w Cupertino, zmarł 5 października 2011 roku, pozostawiając swoją firmę w najbardziej nieodpowiednim momencie historii. Przemierzając kilometry korytarzy budynków Apple można dostrzec pragnienie powrotu do czasów obecności założyciela firmy. Liczne zdjęcia, portrety i miejsca pamięci są symbolem doskonałości i wytrwałości w dążeniu do celu. To właśnie te szczegóły nadają charakter pracy i motywują do dalszych działań.


Apple iPhone 7 Plus

Apple iPhone 7/fot. Apple


Przez ponad dekadę Apple stawiane było za wzór innowacyjności – praktycznie każdy pomysł wzbogacano łatką amerykańskiego urzędu patentowego. Ekran, obudowa, komponenty. Wszystkie składowe współczesnego smartfona zostały zaprojektowane przez samego Jobsa, stając się częścią popkultury. Pozostałym producentom telefonów pozostało wykupywanie praw, lub nieudolne wzorowanie na amerykańskich fundamentach. Do czasu. Nieoczekiwana pustka, pozostawiona w fotelu prezesa Apple spowodowała dość gwałtowne przetasowania na całym rynku. Wprawdzie Amerykanie zaczęli masowo produkować kolejne iPhone-y, iPady i MacBooki, jednak nawet średnio rozgarnięty konsument mógł dostrzec brak charakterystycznej ręki mistrza. I tak pozostaje aż do dziś.


wartosc_apple

Apple w liczbach/fot. Komórkomat.pl

Bycie fanem Apple to coś więcej niż wydawanie astronomicznych sum na następne modele urządzeń. To wiara w nowoczesność, innowacyjność i przekonanie o posiadaniu czegoś wyjątkowego.

„Tak będzie do końca moich dni” – powiedział mi jeden z członków obsługi sklepu Apple, zlokalizowanego na terenie kampusu siedziby w Cupertino.

avatar
  • rozczarowany iphonem

    tja, tacy projektanci nowoczesnosci, ktorzy do dzis nie udostepnili raporotw doreczenia sms-a… zenada

Wybrane oferty: